Wojna o apetyczną pastę

Jak jestem w Paryżu to pierwszego dnia szukam nie serowarni czy lokalnej piekarni z bagietkami, ale miejsca z kuchnią libańską. Libańczycy na dobre zadomowili się po obu stronach Sekwany, a że w Polsce niewiele jest miejsc, w których można skosztować ich specjałów, podróż zaczynam od kolacji właśnie u nich. I kiedy na stole pojawia się hummus zdecydowania wzrasta mój poziom endorfin.

Kultowa pasta z ciecierzycy i świeży chlebek pita do maczania w niej to smakowa rozpusta. Historia hummusu jest z jednej strony długa, z drugiej wyjątkowo skomplikowana. O prym w produkcji i przynależność do dziedzictwa smakowego walczy Liban i Izrael. Kiedy w 2009 roku Libańczycy ustanowili rekord Guinnessa w produkcji humusu, robiąc ponad dwutonowy talerz pasty z ciecierzycy, mieszkańcy izraelskiego Abu Gosh szybko zareagowali i podwoili ilość produkcji produktu, z którego produkcji słynie miasto. Ponad 400 ochotników produkowało humus a ich trud poskutkował przejęciem tytułu. Przysmak dziś (poza wspomnianym konfliktem) jadają wyznawcy judaizmu, muzułmanie i chrześcijanie. Trafia na stoły od Izraela po Francję, od Libanu po Berlin, od Syrii do Polski.

Hummus stał się bardzo popularny w Europie, kochają go wegetarianie, weganie i bezglutenowcy, ma sporo witamin i składników mineralnych, można go jeść na śniadanie obiad czy kolację, a podany z surowymi warzywami staje się fajną przekąską. Przygodę z orzechowym w kolorze hummusem w kuchni warto zacząć od spróbowania gotowego. Kolejny etap wtajemniczenia to własna produkcja i łączenie ciecierzycy z puszki z gotową pastą tahin, ostatni etap to produkcja od zera, z namaczanej cieciorki i z prażeniem sezamu. Do tego krople cytryny, świeży przetarty czosnek i dobra oliwa. Ortodoksyjnym miłośnikom hummusu to wystarczy, Ci bardziej liberalni dodają jeszcze świeżą kolendrę, posiekaną pietruszkę, pastę z chilli czy awokado.

hummus_enfuego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *