Niedzielny familijny brunch | upalna niedziela na Śląsku

Mamy taki cudny zwyczaj z Zosią i Karolem, że zapraszamy się na przemian na niedzielne śniadania co jakiś czas, które kończą się jak dziś, po 17:00… Zmieniamy tylko leniwie talerze i bez pośpiechu degustujemy smakołyki. Dziś było polsko-francusko: Zosia po ostatniej podróży przywiozła walizkę różnych serów i różowe wino, które było dziś idealne na upalne przedpołudnie. My przynieśliśmy ziarnisty chleb, który wczoraj kupiłam na Kato Bazarze od Oli – idealnie pasował do ostrego roqueforta. Na deser do tarty Zosi z owocami dodaliśmy mój robiony kilka dni temu porzeczkowy, mocno mrożony sorbet.

Myślę sobie – róbcie to częściej, zapraszajcie się na śniadanie w gronie tych, z którymi dobrze Wam się długo siedzi, gada przy kawie i którzy podzielają wasze smakowe pasje. My zamierzamy kontynuować naszą małą familijną tradycję.

ps. dziś wyjątkowo nie krążyliśmy między katowickimi kamienicami, a skorzystaliśmy z ogrodu dziadków Jasia i Zosi w Zabrzu w Kończycach. Raj.

IMG_4814 IMG_4812 IMG_4810 IMG_4809 IMG_4819 IMG_4817

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *