Ćwiczenia z jedzenia

Zauważyliście pewną prawidłowość, że o dietach najlepiej się dyskutuje przy suto zastawionym stole, najlepiej na rodzinnych urodzinach z tortem w tle a o pączkach i schabowych w panierkach toczą się rozmowy w co drugim kącie na siłowni, wliczając w to także szatnię? Taki urok. Styczeń ma się ku końcowi, więc na mojej siłowni tłok – zawsze tak jest po Nowym Roku. Ludzie postanawiają sobie w sylwestra, że przebiegną maraton albo zaczną zumbę. Z obserwacji wiem, że stan ten utrzyma się góra do kwietnia, bo taka już nasza natura, że odpuszczamy. Nie wszyscy oczywiście, ale w okolicach majówki zapewniam, tłoku na bieżniach już nie ma. W minionym tygodniu, przeciskając się między przyszłymi maratończykami ucięłam sobie pogawędkę z trenerem. Powiedzieliśmy już sobie dawno tą bolesną prawdę, że ćwiczenia to jedno, ale bez zmiany jedzenia niewiele się wydarzy. I tak między kolejnymi seriami martwych ciągów wymyślaliśmy ćwiczenia z jedzenia. Łukasz ma swoje małe triki, które zdradza klientom i klientkom. Na liście oczywiście niejedzenie owoców po godzinie 12.00, jeśli musi (a wiadomo, że musi) być ciastko to zawsze lepiej mały kawałek sernika niż pączek. Do tego zasada królika na wieczorne napady głodu, czyli zawsze musisz mieć worek sałaty pod ręką (ja twierdzę, że od jedzenia rukoli z oliwą i pestkami o 22 człowiek sam przechodzi na niejedzenie z nudów) itp. Ale jest w tym sporo prawdy – zamiast umawiać się z samym sobą na intensywny trening po Sylwestrze i drakońską dietę warto jedną godzinę na bieżni zamienić na ćwiczenia z myślenia o jedzeniu. Tak zupełnie szczerze, zróbcie sobie listę tego, co realne i co warto zmienić na stałe w swoich codziennych nawykach. Jeżeli kupowane słodycze z ogromną ilością cukry i złymi tłuszczami zamienicie na stałe na te robione w domu z wiadomych wam składników to już będzie rewolucja. Jeżeli uda wam się na zawsze wywalić z listy zakupów gazowane słodkie napoje to będzie sukces! Jeżeli na 10 pitych kaw co druga będzie bez mleka i cukru to są powody do dumy. Jeżeli pożegnacie się z drożdżówkami na drugie śniadanie, to zapewniam, będziecie tęsknić po nich, ale krótko. Namawiam gorąco – jedna mała rzecz, ale tak raz na zawsze, ok? 

Tekst napisany w cyklu „Bez konserwantów” / druk w gazecie „Nasze miasto” w czwartki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *