Najlepszy Szef gotuje w Chorzowie | Dominik Duraj wyróżniony

To nie prawda, że media kochają tylko skandale i złe wiadomości. Osobiście uwielbiam pisać o sukcesach, szczególnie tych, które dotyczą lokalnego podwórka. I tak, jak pół Polski kibicuje naszym piłkarzom, tak ja z równym zaangażowaniem śledzę wyniki konkursów, które prowadzi w kulinarnym świecie redakcja przewodnika Gault&Millau. To tu w kategoriach takich jak szef kuchni tradycyjnej, szef jutra, najlepsza kobieta wśród szefów, czy młody talent konkurują Ci, którzy karmią najlepiej w całej Polsce. W poniedziałek wieczorem na uroczystej kolacji w Krakowie ogłoszono wyniki. Szefem Roku został Dominik Duraj. Młody kucharz, urodzony w Pszczynie, od początku swojej kariery związany był ze Śląskiem, gdzie pracował, zdobywał umiejętności i doświadczenie kulinarne. Przez lata pracował w nagradzanej restauracji Wodna Wieża w Pszczynie, od zeszłego roku objął rządy w restauracji Villa Gardena, ulokowanej w sercu Parku Śląskiego, nieopodal Planetarium, i jako jej chef obecnie zdobywa laury. Podczas uroczystej gali w poniedziałek Duraj podał pierś z kaczora z foie gras z musem śliwkowym i chrzanem. Połączenie tych kilku produktów można potraktować śmiało jako jego wizytówkę: stawia często na polskie smaki, ale sezonowa klasyka zawsze będzie miała na jego talerzu elegancję. Nie kokietuje swoich gości, nie przymila im się trendami i modami, nie unika kalorii, glutenu i mięsa. I choć wierny tradycji, potrafi zaskoczyć. Przyglądając się jego daniom od ponad 5 lat, przekonałam się też, jak wielkim jest estetą. Kolory, faktury jedzenia oraz design talerzy muszą współgrać – wybiera raczej harmonię zamiast niepokojącej awangardy. Na liście kucharzy celebrytów jest osobny – bez skandali, upadków i wzlotów, tak jakby mimo młodego wieku miał w sobie spokój i mądrość doświadczonego starca. Kto miał okazje jeść jego dania ten wie, że odbierany właśnie tytuł Szefa Roku to nie tylko gotowanie ostatnich 365 dni, ale konsekwentne lata pracy. Pozostają gratulacje – a inni niech nam zazdroszczą, że jego dania mamy na wyciągnięcie ręki w Chorzowie.

Tekst ukazał się jako felieton w magazynie „Nasze Miasto” w cyklu „Bez konserwantów”.

    Dodaj komentarz