Potęga jabłek – czas na cydr! | felieton dla „Naszego Miasta”

W zeszłym tygodniu do jednego z dziesięciu dań degustacyjnych jakie jadłam w Krakowie sommelierka, która do każdej potrawy dobierała trunki, podała schłodzony cydr, zrobiony z szarej renety i dojrzewający w beczce. Kaprys? Moda? Nie, po prostu wracamy do tradycji, i do czegoś co zwano wcześniej ?jabłecznikiem?. Jeszcze kilka lat temu o cydrze mówiło się tylko ze znajomymi frankofilami, którzy przywieźli kilka butelek z podróży, albo z mieszkańcami wysp, bo rekordy spożywania cydru pobijają co roku Brytyjczycy.

Za produkcję cydru w Polsce zabrały się małe rodzinne biznesy, ale i większe koncerny i jest już z czego wybierać. Cydr, który nie jest ani winem ani piwem, zyskuje coraz większe uznanie ? jest zawsze lokalny i robiony tradycyjnie z dostępnych jabłek, z dodatkiem drożdży, a następnie poddawany jest naturalnej fermentacji i na finał dodaje się do niego przyjemne bąbelki. Pojawia się też odmiana z gruszki, ale jednak jabłko króluje w produkcji. Cydr naturalny jest wytrawny, miło kwaskowaty i delikatnie cierpki, co ciekawe, oprócz smaku jabłek pojawiają się w nim nuty korzenne, czy ziemiste.

Pora zatem na cydrową reaktywację ? szczególnie na letnie dni, które przed nami, warto łączyć go z jedzeniem czy serwować podczas kolacji z przyjaciółmi. Przejrzyjcie spokojnie sklepowe półki, poczytajcie etykiety i skład, by wybrać ten prawdziwie tradycyjny i z dobrymi składnikami. A jeśli wam posmakuje, to wspierajcie produkcję opartą na naszych polskich jabłkach.

Zrzut ekranu 2014-08-6 o 22.22.52 10300648_10203883277581016_8351983321279149757_n

    Dodaj komentarz