Pecorino maczany w miodzie i inne atrakcje piątkowej nocy | gotowanie w Zabrzu

Tym razem sprawy potoczyły się wyjątkowo szybko: krótki sms od Asi i Jarka, że w piątek gotuje Diego, i że zakupy w zasadzie zostały już poczynione, zabraliśmy zatem odkopaną rezerwową butelkę wina z letniej wizyty w Toskanii i ruszyliśmy do Zabrza, by choć na chwilę w mroźnym klimacie poczuć się jak we Włoszech.

Ilość przystawek wystarczyłaby spokojnie na trzy osobne kolacje dla tuzina osób, ale tłumaczyliśmy to sobie niewinnie, że nasz apetyt rośnie wraz z spadkiem temperatury za oknem. Mieliśmy m.in. marynowanie w oliwie borowiki (fungi porcini), wielki kawał ostrego pecorino, który robił furrorę maczany w miodzie, kozi ser z czosnkiem lub z oliwą, a także moje osobiste odkrycie wieczoru: cipolle borettane – marynowane w winnym occie obłe czerwone cebulki.

Choć po 3 godzinach podjadania wszyscy deklarowali, że nie warto stawiać nawet wody na makaron, Dottore Diego i jego pomocnik magister Jarek zajęli się neapolitańskim spaghetti Garofato nr 9, by w finale podać go z owocami morza.

A potem znów wróciliśmy, do serów (w tym opowieści o casu marzu – owczym serze z Sardynii, który się zjada wraz z „mieszkającymi” w nim larwami), oliwek, aromatycznego ciasta, które zrobiła Kasia, grappy morelowej i… wina.

IMG_1565

IMG_1591

 

IMG_1590

IMG_1566

IMG_1583

 

IMG_1581

IMG_1575

IMG_1572

IMG_1600

IMG_1604

IMG_1610

IMG_1607

IMG_1613

IMG_1593

    Dodaj komentarz